środa, 9 grudnia 2015

niedziela, 15 listopada 2015

II część.

Druga część opowiadania jest juz publikowana na Wattpad. 
Ale zastanawiam się nad publikowaniem również na blogspot.
Czy ktoś chciałby czytać na blogspot?
Proszę o odpowiedź w komentarzach

Epilog

Moda para wybiega z kościoła.
W końcu on może nazwać ją swoją, a ona jego swoim.
-Czyli to chyba oznacza, że zabierasz ją ode mnie- pyta brata Darcy
-W końcu będziesz miała mieszkanie dla siebie i unikniemy niezręcznych poranków- odpowiada jej z uśmiechem.
-Masz racje, strasznie trudno było mieszkać z So odkąd się zaręczyliście.
-Serio? Narzekasz na mnie. Ty i Malik kłóciliście się co najmniej jeden raz dziennie- wtrąca jej przyjaciółka- Właśnie, już cię zostawił?
Sophie ciągle nie może przełknąć ich związku. Po każdej ich kłótni pojawiała się kolejna iskierka nadziei, ale ta dwójka zawsze wracała do siebie.
Te parę miesięcy były szalone, pełne bólu łez i nerwów.
Melanie nie chciała dać Malik'owi rozwodu, a kiedy dowiedziała się kto jest głównym powodem rozpadu małżeństwa niemal pobiła Adams.
Na szczęście skończyło się tylko na zadrapaniu policzka.
Krótko po zajściu do Londynu przyjechał Harry nie wierząc siostrze.
Jakim ogromnym zaskoczeniem jednak było zobaczenie ich na własne oczy.
Pobił Malik'a i miał bardzo długą rozmowę z panienką Adams.
Starała się go uspokoić i wyjaśnić mu sytuacje, ale przez cały czas jej nie słuchał tylko zastanawiał się jak jego najlepszy przyjaciel mógł mu to zrobić.
Dzisiaj pojawił się na uroczystości zaślubin. Nawet nie przywitał się z Adams i Malik'iem. Po prostu usiadł w ławce jak najdalej od nich.
Przyjechał tu tylko dla Trevora, z którym zaprzyjaźnił się przez czas bycia z jego siostrą.
I właśnie w tej chwili silne ramiona Malik'a oplatają jej talie, a na policzku odciska lekki pocałunek.
-Ominęło mnie coś?- pyta
-Właśnie doszła do wniosku, że związek z tobą wyniszcza ją emocjonalnie oraz fizyczne i chce to skończyć- mówi Sophie bawiąc się paznokciem
-Fizycznie?- cała trójka mówi równo.
-No co? Niemal zawsze zamykacie się u niej w pokoju- wyjaśnia.
Wszyscy zaczynają się śmiać, ale powaga a twarzy Sophie wyraża jednak ciągły brak sympatii do Mailk'a.
Śmiechy cichną, kiedy do Pary Młodej podchodzi Styles z gratulacjami.
Malik i Adams dyskretnie odsuwają się kawałek dalej, ale wielkim zaskoczeniem jest to, kiedy po chwili rozmowy z nowożeńcami podchodzi do nich.
-Miałem ci powiedzieć, że zostałeś ojcem- odzywa się niskim, zachrypniętym głosem i bez zbędnych słów odchodzi.
Wsiada do swojego samochodu i odjeżdża.
-Chcesz pojechać, wiem, w którym szpitalu jest Melanie- zaczyna Darcy
-Nie chcę nigdzie jechać! Skąd wiesz gdzie jest?
-Ym.. tak jakby tydzień temu z nią rozmawiałam..- mówi cicho, ponieważ wie doskonale, że to jest najczęstszy powódce ich kłótni.
Melanie, była żona, lecz teraz matka jego dziecka.
Ale Malik ją zaskakuje. Przyciąga ją do siebie i całuje w nos.
-Nigdzie nie jadę- szepcze w jej włosy
~*~
Szpitalny korytarz świeci pustkami. Nie dziwne, ponieważ za parę minut północ.
Ale jednak na porodówce dzieci jeszcze nie śpią.
Nie sądził, że jednak tu wyląduje. Czasami naprawdę zapomina jaki dar przekonywania ma Darcy.
Teraz uśmiecha się do niego zza szyby, podczas gdy on niepewnie spogląda na małą dziewczynkę z ciemnymi włoskami.
Przez te parę dni silnie upierał się, że nie chce widzieć tego dziecka, a teraz.. teraz po prostu nie może nacieszyć oczu.
Jest do niego bardzo podobna, mimo dopiero paru dni.
Już teraz wie, że na świecie pojawiła się nowa, mała istotka którą pokocha całym sercem.
Jeszcze rok temu nie zamierzał kochać nikogo. Miłość wtedy była totalną abstrakcją, a teraz jest dla niego wszystkim.
Spogląda na blondynkę stojącą za szybą i dostrzega jej łzy.
Codziennie dziękuje Bogu, w którego co prawda nie wierzy tak całkowicie, za Darcy Adams.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności ( czyt. Komentarze i gwiazdki)
Nie żaby coś, ale to jest już koniec!
Nie wierze, że to opowiadanie ( które miało mieć maksymalnie 20 rozdziałów i trwać trzy miesiące) przedłużyło się w czasie do roku.
Przyznam się, że zżyłam się z tą historią niesamowicie. tak bardzo, że nie mogę się rozstać powstaje druga część ( zaraz powinna pojawić się  na moim profilu)
Chcę teraz by KAŻDY z was napisał jak mu podobała się cała historia ( #TeamHarcy, bardzo przepraszam, ale miała być z Zayn'em od początku)
Może teraz parę wyjaśnień:
Doskonale zdaje sobie sprawę, że złamałam serce Harry'emu, ale tak to bywa. Życie nie jest pełne kolorów, wręcz przeciwnie. Mimo wszystkiego życie to długa, czarno-biała droga, pełna problemów, nieszczęść.

Kate_0188


Rozdział 40

Kiedy się budzi po jej plecach delikatnie jeżdżą palce powodując tym boskie ciarki.
Unosi głowę i napotyka czekoladowe spojrzenie.
-Dzień dobry- mówi do niej
Niezbyt dziewczęco ziewa, co powoduje uśmiech na twarzy mulata.
-Dobry- w końcu odpowiada- Wytłumaczysz mi jak to się stało?
-Hm.. przyszedłem do ciebie, pocałowałem cię, oddałaś pocałunek, a potem przez całą noc namiętnie się kochaliśmy. Chyba nie zapomnę tego do końca życia- śmieje się- A i było też coś, że zaryzykujesz. -O mój Boże, w co ja się wpakowałam- uderza się w czoło.
-Nie wiem w co, ale jednego jestem pewny. Teraz cię nie puszczę.
Jego dłonie chwytają ją w tali i już po paru sekundach leży pod nim śmiejąc się.
-Przestań! Mam łaskotki!
-Tak?- unosi brew- Chyba to sprawdzę.
-Nie! Nie wie co się zmieniło wczoraj w nocy.
Po prostu poczuła, że jeśli nie pocałuje go uschnie. Malik ma poniekąd racje, coś ją do niego ciągnie, a teraz kiedy rozwodzi się z Melanie, a Harry zmienił numer to dlaczego ma to coś w sobie tłumić? -Proszę cię! Przestań!
-Co będę z tego miał?
-Zayn!- warczy
-No dobrze, już dobrze- unosi ręce w obronnym geście, a następnie kładzie się i przyciąga ją na swoją klatkę piersiową.
Delikatnie gładzi jej plecy i zanurza nos w jej włosach.
-Co się stało?- pyta go po chwili
-Hm..? -Przez ten czas mało było chwil poświęconych normalnej rozmowie, ale wiem, że pijesz głównie jak coś się stanie, a wczoraj czuć było od ciebie alkohol.
-Możemy o tym nie rozmawiać..
-Chcę wiedzieć- unosi się na łokciu by na niego spojrzeć. On wykorzystuje okazję i całuje ją w nos.
-Jeśli ci powiem.. to mnie znienawidzisz.
-I tak cię nienawidzę- stara się mówić poważnie- Mów- nakazuje.
Bierze głęboki oddech i mówi:
-Mel jest w ciąży.
-Co? Podnosi się i lekko odsuwa.
-Nie każ mi tego powtarzać- kładzie dłoń na jej dłoni
-Nie dotykaj mnie! – strąca ją i chce wstać z łóżka.
Malik jednak zdąża ją chwycić i przygwoździć z powrotem do materaca.
-Zostaw mnie!- piszczy- Zostawiasz kobietę, która jest w ciąży! Nie wierze, że można być takim dupkiem.
-Skoro ustaliliśmy już to, że jestem dupkiem to może porozmawiajmy normalnie, co?
-Zejdź ze mnie!
-Nie uciekniesz?
-To moje mieszkanie.
Malik puszcza dziewczynę i opiera się plecami o ścianę podczas gdy ona zdąża ubrać bieliznę i koszulkę. Jego koszulkę, ale nie chce teraz już jej ściągałby ubrać swoją.
Nagle zaczyna się śmiać.
-Moje życie wygląda jak scenariusz jakiejś brazylijskiej telenoweli- kpi- przespałam się, dwa razy- podkreśla- z przyjacielem mojego chłopaka
-Byłego chłopaka- wtrąca z wyraźną satysfakcją
-Nieważne, który ma żonę, która o ironio jest siostrą mojego chłopaka
-Byłego chłopaka- tym razem sprawia mu to jeszcze większą radość I właśnie wtedy do niej dociera.
Wspomnienie Harry'ego nie rozdziera już jej serca. Ciągle jest bolesne, ale nie tak bardzo, jak przez ostatni miesiąc.
-Co jest?- pyta Malik, kiedy dziewczyna się zawiesza.
-Co zamierzasz w związku z Melanie?
-Rozwód, a co do dziecka będę płacił jej pieniądze i tyle.
-Nie chcesz odwiedzać dziecka?
-Nigdy nie przepadałem za dziećmi, to jest tylko okropną wpadką.
-A jak ja zajdę w ciążę? Nie zabezpieczyliśmy się dzisiaj. Bezwstydnie odkrywa kołdrę, wstaje z łóżka i podchodzi do niej, by wziąć ją w ramiona.
-Wtedy w pełni to zaakceptuje i pokocham- odpowiada patrząc jej w oczy.
-Dlaczego moje dziecko byś pokochał, a Melanie nie?
-Bo to ciebie kocham nie ją- mówi nie przerywając kontaktu wzrokowego.
-Co?
-Kocham cię Darcy Adams.
Łza spływa jej po policzku, ale szybko ginie w jego ustach.
-Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale tak jest. Kocham cię.
Zarzuca mu dłonie na kark i płacząc całuje jego usta.
Teraz jest pewna, jest pewna tego, że naprawdę chce zaryzykować dla tego dupka, a jego wyznanie poruszyło w niej coś...
Nie obchodzi ją już Melanie ani Harry. W tej chwili liczy się tylko Zayn, który nie kryje łez, który otworzył się przed nią i który ją pokochał. Ją, Darcy Adams, która nigdy przenigdy nie była dla niego miła, która nie kryła się z niechęcią do tego człowieka, która przysporzyła mu tyle problemów. Po prostu wie, że wszystko się jakoś ułoży. Musi.
-Jest bardzo miło i w ogóle, ale dzisiaj jest dzień otwarcia mojej formy, a mam jeszcze sporo spraw do zorganizowana, więc byłoby dobrze gdybyś się ubrał- mówi ocierając łzy.
~*~
-Nie wierzę, że ty i on! Nie, nie uwierzę w to!- kipi ze złości Sophie
-Przecież nie może wiecznie opłakiwać Styles'a- wtrąca Trevor
-Minął dopiero miesiąc!
-Słuchaj...- zaczyna Darcy- Ja wiem jak to wygląda. Sama nie wierzę, że to się dzieje, ale przy nim czuje się.. inaczej. Sprawia, że Harry odchodzi na boczny tor i nic innego poza naszą dwójką się nie liczy. Nie wiem co to jest, ale po prostu jest całkiem inny przy mnie. sprawia, że moje serce bije szybciej, a ból po stracie Harry'ego całkowicie znika.- kończy spoglądając na siedzącego przy jednym ze stołów Malik'a
Na uroczystość otwarcie przyszło bardzo dużo ważnych osobistości. Nawet pojawiło się już pierwsze zamówienie, na nowy dom prezydenta miasta.
-Darcy?- zaczyna z uśmiechem Trevor – to jest miłość.
-Miłość? Nie, dziękuje- odpowiada mu- Dopiero co jedną przeżyłam.
- Myślę, że jednak tak naprawdę nie kochałaś Harry'ego
-Co?- mówią równo
-Popatrz, dałaś szansę Harry'emu tuż po tym jak Malik cię pocałował. Byłem wtedy u was w mieszkaniu, najpierw słyszałem waszą rozmowę, a następnie tłuczone szkło, nie jestem taki głupi jak myślicie- mówi, gdy widzi ich zdziwione miny- Od początku wiedziałem, że coś między wami jest.
Jakim wielkim zdziwieniem jest spostrzegawczość jej brata. Zauważył wszystkie drobne szczegóły i złączył je w spójną całość.
Może ma racje, może od początku chodziło o Zayn'a, tylko dlaczego tak bardzo drażniła ją jego obecność. Z resztą to uczucie było obustronne. Darli koty przez długi czas, nawet dzisiaj, zanim wyszli z pokoju pokłócili się dwa razy. Najpierw o bałagan w pokoju, a następnie o pomysł przyjścia Malika na przyjęcie. Po wspólnym prysznicu i śniadaniu doszli do jakiegoś porozumienia. Następnie przyszła Sophie z Trevorem. Oczywiście Marin urządziła scenę i wyprowadzona przez swojego narzeczonego ucichła dopiero na ulicy.
Teraz kiedy już całkowicie ochłonęła ciągle nie wierzy, że jej przyjaciółka znów wylądowała w łóżku z Malik'iem. Tylko ona zastanawia się co będzie gdy o wszystkim dowie się Harry i Melanie, która jest w ciąży.
I dociera do niej, że naprawdę już ją to nie obchodzi oraz to, że Trevor Adams, jej brat znów miał racje. Szybko podchodzi do stolika przy którym siedzi Malik i patrząc mu w oczy, jak gdyby nigdy nic mówi:
-Chyba też cię kocham.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.


Rozdział 39

Koniec kwietnia jest wyjątkowo ciepły. Odkąd Darcy wróciła do Londynu i przepłakała cały tydzień swoim pokoju
Jej nowo powstała firma właśnie jutro ma wielkie otwarcie.
Przez te parę tygodni udało jej się wynająć mały lokal w centrum Londynu i zatrudnić dwóch pracowników.
Odkąd ukradła portfel Malik'owi i wróciła do Londynu nie widziała go.
Wie tylko tyle, że wrócił trzy tygodnie po niej.
Sophie niemal pękła ze śmiechu kiedy dowiedziała się, że musiał załatwiać w ambasadzie wszystkie dokumenty, ponieważ go okradli.
Adams miała, dalej ma lekkie poczucie winy, ale była pewna tego wtedy, tak jak i teraz, że nie mogłaby z nim wytrzymać ani chwili dłużej.
-Co robi moja piękna siostra?- wpada do biura jej brat
-Sprawdza, czy wszystko na jutro jest gotowe- odpowiada nie odrywając wzroku od kartek.
-A ma czas by mi pomóc?- siada na blat obok niej.
Spogląda na niego przez chwile, a następnie wraca do czytania.
-Wiesz, że Sophie ma dzisiaj urodziny...
-Jestem jej przyjaciółką, całkiem logiczne, że wiem- odpowiada sarkastycznie nie przerywając pracy -Chcę się jej oświadczyć.
Adams nie wierzy w to co słyszy. Odkłada kartki i spogląda na brata.
-Ty... serio mówisz?
-Tak, myślałem o tym od jakiegoś czasu.. kocham ją już od szkoły średniej, wiem, że to ta jedyna. -Ale, jesteście razem trochę ponad pół roku... To nie za szybko? Wy nawet nie mieszkaliście razem. -Co to ma wspólnego z moimi planami?
-Pomyśl. Widziałeś ją rano czasami. Nie wiesz, że ma swoje rytuały w łazience, jest wybredna jeżeli chodzi o jedzenie i często zapomina o płaceniu rachunków. Głównie dlatego odkąd raz odcięli nam wodę ja zajmuje się wszystkimi płatnościami. Czasem zastanawiam się jakim cudem za parę tygodni skończy studia ekonomiczne.
-Odbiegasz od tematu... Poza tym... Naprawdę chcę ją poślubić. I tym przekonuje ją. Widzi w spojrzeniu brata prawdziwą miłość.
Jest pewna, że jej przyjaciółka przyjmie oświadczyny i już niedługo będzie ślub. Tylko... jest jeden mały problem. Czy Darcy jest gotowa na mieszkanie bez Sophie?
~*~
-Musimy porozmawiać- po kwadransie denerwującej ciszy odzywa się brunetka.
-Tak, masz racje- przytakuje jej mulat
-Mam coś ważnego do powiedzenia.
-Chcę rozwodu Mel..- nie bawi się w owijanie w bawełnę.
Tego się nie spodziewa. W pierwszej chwili patrzy się na niego a następne zaczyna się śmiać.
-Masz poczucie humoru, Zayn..
-Ja nie żartuje. Chcę rozwodu. Od .. w zasadzie nigdy nam się nie układało. My nawet nie rozmawiamy! Ty dobrze wiesz, że między nami nigdy nie było nic więcej niż seks, po prostu bardzo starasz się to wyprzeć. Prawda jest taka, że oświadczyłem ci się tylko dlatego, że nalegały na to nasze matki.
Melanie wstaje szybko i podbiega po torebkę.
-Jakoś nigdy wcześniej ci nie przeszkadzałam! Przyznaj się! Masz kogoś!- jej głos zaczyna się łamać. -W zasadzie.. jest ktoś.. Nie wie dlaczego to mówi.
Przecież Darcy wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie chce go widzieć. Ale on.. jego ciągle coś do niej ciągnie. Mimo, że przez nią utknął na parę tygodni we Francji, bez dokumentów i pieniędzy.
-Nie dostaniesz żadnego rozwodu, rozumiesz?- szuka czegoś w torebce- A tej swojej zdzirze pokaż to!
Rzuca białą kopertę na blat, a następnie z trzaskiem drzwi wychodzi z mieszkania. Mulat otwiera kopertę i zamiera.
29 kwietnia 2015 godz 14.34
Zdjęcie USG Melanie Styles-Malik
Piąty tydzień ciąży.
~*~
Przeczesuje włosy jeszcze raz.
-Zostaw rozpuszczone. Trevor lubi cię taką- schyla się i szepcze przyjaciółce.
-To są moje pierwsze urodziny, które spędzam z Trevorem. Chcę wyglądać idealnie.
-Zawsze wyglądasz idealnie, piękna- całuje ją w policzek i siada na jej łóżku.
-Myślisz, że Trevor traktuje mnie poważnie?
-Nawet bardzo- odpowiada przypominając sobie ich wcześniejszą rozmowę- Bardzo cię kocha.
-Tak myślisz?
-Jestem tego pewna tak samo jak tego, że wyglądasz obłędnie i nie musisz nic więcej już poprawiać. Ich rozmowę przerywa dzwonek do drzwi.
~*~
Sophie nie wraca, dlatego Darcy uznaje to za przyjęcie oświadczyn.
Jej próby zaśnięcia przerywa walenie w drzwi.
Okrywa się kocem leżącym obok łóżka i podchodzi do drzwi. Niepewnie przekręca zamek i otwiera drzwi.
Nim zdąży się zorientować co się dzieje drzwi są zamknięte, a ona przyciśnięta do nich. Czuć od niego alkohol, ale nie widać po nim, że jest pijany. -Co ty tu robisz?- pyta zaskoczona. -Robię coś czego chcę już od bardzo dawna.
Nim się orientuje jego usta spotykają jej. Stara się go odepchnąć, ale jest za słaba.
-Nie opieraj się. wiem, że tego chcesz- szepcze, a po jej ciele przebiegają dreszcze.
Znów ją całuje, tym bardziej mniej brutalnie, a bardziej namiętnie. Delikatnie gładzi japo ramionach i kosztuje smaku jej ust. Kiedy w amoku oddaje pocałunek, przyciąga ją do siebie. Z jej ust wydobywa się cichy jęk, a następnie oboje lekko się uśmiechają.
-Ale... my nie możemy- odrywa się Adams- Harry, Melanie.
-Mam ich gdzieś, rozumiesz- schyla się, by być spojrzeniem równo z dziewczyną- Nie mogę ukrywać, że jesteś dla mnie ważniejsza. Jeżeli mam stracić przyjaciela.. dla ciebie jestem gotowy na takie ryzyko... Wczoraj złożyłem papiery rozwodowe. Wiem, że nie jestem w tym wszystkim sam, ty też coś czujesz, ty też..
Nie kończy, ponieważ przerywają mu jej wargi. Oba serca przyśpieszają, krew gotuje się w żyłach, a ubrania spadając na podłogę.
-Jesteś gotowa zaryzykować ze mną? – pyta ją
Nie.
-Tak
Odpowiada.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.



Rozdział 38

Budzi ją szum fal oraz odgłosy wydawane przez ptaki.
Zaraz po wyjściu z lotniska Malik zaprowadził ją do samochodu i ruszył. Nie wie nawet kiedy zasnęła, ani gdzie jest, ale na pewno nie w Londynie.
Kiedy otwiera oczy zauważa, że nie jest też w samochodzie.
Duże, dwuosobowe łóżko, beżowa pościel i w podobnych kolorach ściany rażą swą nowością.
Może jest w jakimś hotelu, albo pieprzony Malik ją gdzieś wywiózł, a następnie sprzeda.Wstaje z łóżka i podchodzi do okna.
Słuch jej nie mylił. O falochrony odbijają się fale. To z pewnością nie jest już Londyn.
Podskakuje gdy ktoś wchodzi do pokoju.
-Widzę, że już wstałaś- dobiega ją spokojny głos Zayn'a
-Gdzie my jesteśmy?
-W Calais- odpowiada jej od niechcenia.
Zirytowana odwraca się co szybko uznaje za błąd. Malik stoi przed nią mokry, w samym ręczniku, ledwo trzymającym się na biodrach.Z włosów kapie na śnieżnobiały dywan, a krople powoli spływają po jego ciepłej skórze.
-Spokojnie, możesz patrzeć- kpi, gdy ona odwraca wzrok.
-Dupek- burczy pod nosem rozśmieszając go- Co ja tu robię?
-Powiedziałaś, że mogę cię zabrać...
-Nie wiem nawet gdzie jesteśmy! Myślałam, że gdzieś w Londynie. Nie chciałam po prostu wracać do tego pieprzonego mieszkania, a nie opuszczać Londyn.
-A kraj?- pyta wycierając włosy
-Co?
-Czy chciałaś opuścić kraj, bo tak się składa, że jesteśmy we Francji.
-Co?!Lampa stojąca po jej lewej stronie już po chwili przelatuje nad głową Malik'a-Ty pieprzony dupku! Jak mogłeś wywieźć mnie z kraju! Sophie i Trevor pewnie odchodzą od zmysłów! Ty... ty masz żonę! Masz żonę, a wywiozłeś mnie tu! Chciałam tylko być sama, chciałam tylko w spokoju zamknąć się w pokoju i umrzeć, ponieważ moje życie straciło sens!Chwyta się za głowę.-To wszystko przez ciebie! To ty! Ty wszystko zniszczyłeś!
Rzuca poduszką.
-Nie! Nie ty, to ja! Nie! To tylko i wyłącznie moja wina!
Z całej siły ciągnie się za włosy.
-Harry. O mój boże! Harry pewnie tak bardzo cierpi! To przeze mnie! nie wybaczę tego sobie nigdy.
Osuwa się na łóżko i chowa twarz w dłonie.
-Niepotrzebnie żyje! Tylko wszystko psuje!- i zaczyna płakać.W jednej chwili Malik znajduje się przy niej i z całej siły przytula ją i próbuje uspokoić.
-Cicho- szepcze w jej włosy- Spokojnie. To nie jest twoja wina, to widocznie musiało się stać.-Ale dlaczego mi?Już nie odpowiada, ponieważ nie zna odpowiedzi
.~*~
-Co my robimy we Francji?- pyta następnego dnia przy śniadaniu.
Malik tylko wzrusza ramionami i bierze gryza swojego gofra.
-O mój Boże!- piszczy nagle, przez co mulat upuszcza swoje jedzenie-Sophie, Trevor... Moja matka. Oni wszyscy pewnie odchodzą od zmysłów. Na dodatek twoja żona. Ona pewnie też się martwi! Tylko dlaczego nie dzwonią?- spogląda na telefon- Rozładowany- mamrocze pod nosem.
-Zadzwoniłem do Sophie, że jesteś ze mną.
-I tak po prostu przyjęła to do wiadomości?
-Najpierw mnie wyzywała, potem znów wyzywała i ostrzegała, że jeszcze ją popamiętam i , że dzwoni na policję. Reszty nie słyszałem, bo po prostu się rozłączyłem.
Darcy cicho chichocze pod nosem.To pierwszy raz od ponad tygodnia.
-Ona chyba mnie nie lubi...
-Dziwisz jej się?- kpi Adams
-W zasadzie to nie- odpowiada jej szczerze.
-Chyba jednak musimy wracać- wstaje od stołu
-Co? Czemu?!
-Bo ona na pewno zadzwoniła po policję- nie udaje jej się powstrzymać kolejnego, małego, chwilowego uśmiechu, dlatego odwraca głowę, by Malik nie zauważył.
Jej serce jest złamane, a ona tak po prostu je sobie śniadanie z Zayn'em Malikiem.Milionerem, który ma żonę i jest najlepszym przyjacielem Harry'ego Styles'a, który wyjechał i zranił ją tym jak Ashton.
I właśnie teraz zamiera.Sytuacja sie powtarza. Może tym razem to ona głównie nawaliła, ale to kolejna osoba, znacząca dla niej naprawdę sporo, która wyjeżdża.
-Stało się coś?
Z zamyślenia wyrywa ją spokojny głos Zayn'a.Odpowiada cicho, że nie.
-To dobrze, bo chciałbym cię gdzieś zabrać.
~*~
Jakieś dziesięć minut później idą przez las, w zupełnej ciszy.Kiedy Malik poznaje już, ze są blisko, wyprzedza lekko swoją towarzyszkę i odchyla krzaki, by mogła spokojnie przejść.
-O boże! Jak tu...
Dziewczyna nie może znaleźć słów.
Przed nią rozciąga się duża, pusta plaża, a woda przypływająca do brzegu jest niemal błękitna.W pojedynczych miejscach na piasku rosną jakieś niebieskie kwiaty.
-Jak to możliwe?- pyta bardzo dokładnie obserwując rośliny
-Sam nie wiem, ale rosną tu od zawsze. Rok w rok na wiosnę.
-Skąd znasz to miejsce?
-Kiedyś wraz z Harrym..- Darcy zamiera- zgubiliśmy się na koloni. Szliśmy wzdłuż plaży, póki Ne zauważyliśmy tych kwiatów. Ogromnym zdziwieniem dla nas był ten widok, bo przecież na piasku nic praktycznie nie rośnie. Kiedy poszliśmy w głąb lasu wyszliśmy przy drodze. Dokładnie w tym miejscu stoi teraz dom, w którym teraz mieszkamy. Bardzo spodobało mi się to miejsce i poprosiłem rodziców o wybudowanie tutaj willi.
-Wybudowaliście dom we Francji, tylko dlatego, że tobie spodobały się kwiatki rosnące na piasku. Pieprzony bogacz- prycha pod nosem co nie umyka Malik'owi
-Chcesz coś jeszcze powiedzieć?- pyta ją z uśmiechem
-Tak, uważam, że jesteś dupkiem.
Tego się nie spodziewał
-Od samego początku denerwowałeś mnie swoją obecnością. Gardziłeś mną i moją pracą. Nie doceniałeś i szydziłeś. Chyba nigdy ci tego nie wybaczę- kontynuuje.
-Rozumiem.. chcę tylko by...
-Nie skończyłam- przerywa mu- Ale od naszej rozmowy.. zmieniłeś się. i to bardzo. Pomogłeś mi choć na chwile zapomnieć o tym wszystkim. Wywiozłeś mnie do Francji!- śmieje się- To absurdalne. I nielegalne- znów się śmieje- Chodź dalej jesteś dupkiem. Tam w Londynie zostawiłeś żonę, która cię kocha. Zostawiłeś ją dla mnie. i tego nie rozumiem. Co się zmieniło? Co sie takiego stało, że zacząłeś przebywać moim towarzystwie. Jeżeli to tylko poczucie winy za tę noc, to odpuść sobie. Po prostu zawieź mnie powrotem do Londynu i daj mi w spokoju przeżywać rozstanie.
-Darcy.. Ja sam nie wiem co.. co to kurwa jest! Ale coś wyraźnie między nami jest! Nie mam pojęcia czemu, tak bardzo chcę ci pomóc. Powiedziałem ci, że dla ciebie spróbuje wszystkiego. Wczoraj rozmawiałem z moim przyjacielem, który jest adwokatem. Jak tylko wrócę składam papiery o rozwód.
-Ty co? Naprawdę chcesz rozwieść się z Melanie? Zayn, nie rób tego! Ja.. nie czuje do ciebie nic więcej niż... niż...
-Niż co?!
-Niż przyjaźń!-
Przyjaźń? My nigdy nie będziemy przyjaciółmi!- kpi z niej
-Nie mogę ci dać nic więcej. Kocham Harry'ego!-
Nie chcę od ciebie nic więcej. Wydaje mi się, że po prostu było mi ciebie żal!
-No tak! Jak mogłam pomyśleć, że Zayn Malik ma jakieś uczucia! Jaka ja jestem głupia- uderza się w głowę.
Nie patrząc na niego zawraca.
Szybko znajduje się w ogromnym domu głośno trzaska drzwiami od pokoju zajmowanego przez nią.Co ona ma zrobić?Jest.. nawet nie wie dokładnie gdzie. Nie ma pieniędzy, telefonu. NIC.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.


Rozdział 37

-Myślę, że chyba powinieneś już pójść- mówi Sophie i delikatnie wyprasza go z pokoju.
-Chyba mnie nie lubisz.
Dziewczyna zamyka drzwi i wychodzi z Malikiem z mieszkania.
-Nie chyba. Po prostu cię nie lubię. Nie rozumiesz, że ona go kocha? Teraz cierpi, przez ciebie!- syczy.
-Przeze mnie? Proszę cię. Nie moja wina, że nie panuje nad sobą pod wpływem alkoholu- odbija piłeczkę.
-Jesteś dupkiem, masz żonę, a latasz za innymi dziewczynami. Współczuje Melanie z całego serca, że trafiła na ciebie. Mam nadzieje, że przejrzy na oczy i rozwiedzie się z tobą jak najszybciej.
Malik stoi tylko z pokerową miną i stara się nie roześmiać.
Jakby mu miało na tym zależeć.
-A ty jesteś wścibską suką. Czy twoje życie jest tak bardzo nudne, że musisz interesować się czyimś?
-Zejdź mi z oczu!
-Co? Prawda w oczy kole? Odkąd tylko cię poznałem ciągle się wtrącasz, nie opuszczasz Darcy na krok. Powinna teraz mieć trochę przestrzeni i jeżeli naprawdę..- łamie mu się głos- go kocha to kurwa wpuść mnie do niej, bo musimy porozmawiać!- traci kontrolę.
Zirytowana brunetka bardzo niechętnie uchyla drzwi, wchodzi do mieszkania i zamyka się w swoim pokoju.
Malik powoli naciska klamkę od pokoju Adams i cicho wchodzi.
Leżąca na łóżku dziewczyna, która płaczę w poduszkę wywołuje w nim... ból.
Nie wie czemu, ale nie może... nie chce widzieć jej w takim stanie.
Kiedy zamyka drzwi dziewczyna orientuje się, że nie jest sama i podnosi głowę.
Kiedy jej wzrok spotyka się z tym Malika... ma wrażenie, że on.. cierpi.
Tylko z jakiego powodu?
Dziewczyna ociera łzy i siada na łóżku.
-Zasługujesz na..- zaczyna niepewnie-... przeprosiny.
-Nie oczekuje tego- odpowiada mu zmęczonym i zachrypniętym od płaczu głosem.
-Zasługujesz.
Cisza.
-Kiedy to wszystko się tak skomplikowało, co?- pyta go nagle- Miałam wszystko poukładane. Kończę studia, zakładam firmę i jestem szczęśliwa, a teraz? Jestem od szczęścia najdalej jak tylko to jest możliwe. Jestem idiotką, ponieważ po raz pierwszy spotkałam kogoś... kogoś kto docenił mnie i wszystkie moje wady, a spieprzyłam to w jednej chwili! Dlaczego ja odrzuciłam te oświadczyny!
-Odrzuciłaś je, ponieważ nie byłaś gotowa- odpowiada jej mechanicznie- I byłaś o wiele mądrzejsza niż ja. Czy ja wyglądam na szczęśliwego człowieka?
Zaskakuje tym pytaniem ją i siebie.
-Nie jesteś szczęśliwy z Melanie? Przecież ona ciągle mówi..
-O dzieciach- przerywa jej- tylko o dzieciach. O niczym innym. Dosłownie o niczym innym!
-Nie rozumiem. Przecież dopiero co wzięliście ślub, myślałam, że..
-Że ją kocham?- prycha pod nosem- Gdyby tak było, raczej nie przespałbym się z tobą, prawda?
-To dlaczego..
-Nie pytaj mnie, bo nie wiem. Może ze względu na Harry'ego.
Na wspomnienie o chłopaku o kręconych włosach atmosfera raptownie się zmienia.
-Nie sądziłem, że to powiem, ale dziękuje.. Za to, że nie powiedziałaś mu, że to ja.
Cisza.
-Słuchaj, wiem, że go kochasz. On naprawdę kocha ciebie. Wyjeżdża, ponieważ uważa, że to on jest sprawcą tych nieszczęść, które cię spotkały. On robi to dla ciebie i... kurwa! Naprawdę chciałem to przemilczeć. By wyjechał i zakończył to wszystko między wami, ponieważ jestem pieprzonym egoistom. Nie wiem co to jest między nami, ale ciągnie mnie do ciebie Darcy. I dokładnie widzę, że ciebie do mnie też. Mogę cię zawieźć na lotnisko, albo zostać tutaj z tobą po prostu być. Nie mam pojęcie co ze mną robisz... ale chcę.. chcę się przekonać..
-Zayn, masz żonę..- wtrąca cicho.
-Między nami nie ma już nic. Ledwo rozmawiamy. Rozwiodę się z nią, dla ciebie- podchodzi do niej i klęka przed łóżkiem, tak, że ich spojrzenia są na tej samej wysokości.
-Zayn... ja.. czy mógłbyś zawieść mnie do Harry'ego?
Widzi go już od wejścia.
Siedzi na walizce i robi coś w telefonie.
Na jego widok zamiera. Gołym okiem widać, że jest w podobnym do niej stanie.
Podpuchnięte i oczy widać z takiej odległości. Ubrania dobrane w biegu, włosy tylko przeczesane dłonią, oraz niewyspanie.
Niepewnym krokiem podchodzi do niego, a on szybko unosi głowę.
Jej zapach i obecność rozpozna wszędzie, tylko co ona tutaj robi.
Zauważa przyjaciele parę metrów dalej i wie, że to jest jego sprawka.
-Harry- szepcze cicho.
Nie wie nawet kiedy i jak znajduje się w jego ramionach mocząc mu łzami koszulkę.
-Przepraszam cię, tak bardzo przepraszam- szepcze w jego klatkę piersiową- Proszę zostań ze mną. Zrobię wszystko, wszystko ale zostań.
Odsuwa ją lekko od siebie i unosi lekko jej podbródek.
-Darcy ja.. nie zostanę- mówi ledwo co- Kocham cie, ale.. ja.. muszę , po prostu muszę odejść.
-Zayn mi powiedział. Nie zniszczyłeś mi życia. Ty je uratowałeś. Dzięki tobie zrozumiałam jak głupia byłam. Broniłam się z całej siły, ale ty i tak wkradłeś się do mojego życia za co jestem ci wdzięczna. Kocham cię i zrobię dla ciebie wszystko.
-Przepraszam, ale muszę już iść.
I to łamie jej małe serce na milion kawałków. Nie słowa, nie fakt, że ją zostawia tylko.. brak nadziei w jego oczach.
Nie patrzy na nią tak jak kiedyś, to coś zniknęło, nie ma tego i to jest jej wina.
Delikatnie całuje jej czoło, chwyta za walizkę i przechodzi przez bramkę.
-Powiedz, że wróci, ponieważ nie chce teraz zmarnować biletu- po chwili podchodzi do niej Malik
-On nie wróci- zaczyna lekko drżeć- On nie wróci. On nie wróci. On nie wróci. On nie wróci....- powtarza w kółko i ciągnie za włosy- On nie wróci! Zayn on nie wróci!
Wpada w histerię.
Jednym ruchem przygarnia jej ciało do siebie i trzyma mocno, póki drgawki i atak paniki nie ustaje i zamienia się po prostu w cichy szloch.
-Chodź, odwiozę cię do domu- szepcze jej na ucho
-Nie chcę. Nie chcę tam być. Nie chcę. Nie chcę- kręci głową- Ja nie chcę!
-Zabiorę cię gdzie indziej, musisz mi tylko zaufać, dobrze?
W odpowiedzi kiwa tylko głową.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.


Rozdział 36

Cała sytuacja komplikuje się jak w brazylijskiej telenoweli.
Kiedy docierają do nich krzyki z pokoju obok reakcja jest natychmiastowa. Sophie i Trevor zrywają się ze swoich miejsc, a on wraz z Melanie pędzi za nimi.
Darcy leży na podłodze, a Harry wlepia w nią swoje oczy.
 -Harry. Wybacz mi proszę..- szepcze cicho Adams
Czyli mu powiedziała?
Powiedziała mu o wszystkim, jest tego pewny. Tylko dlaczego Harry stoi tak spokojnie. Nie rzuca się z pięściami na niego, tylko patrzy w nikomu nieznany punkt na ścianie.
 -Ja muszę.. ja muszę wyjść- mamrocze pod nosem i w ekspresowym tempie wybiega z mieszkania.
Darcy spogląda pusto w miejsce gdzie przed chwilą stał Styles i powtarza w ramiona brata:
 -On mi nigdy tego nie wybaczy!
 -Uspokój się, musisz się uspokoić- odpowiada jej brat.
 -Myślę, że na nas już pora- Malik wtrąca nieśmiało.
 -Nie- protestuje jego żona- Darcy to moja..
 -Na nas już pora. Musi teraz zostać w gronie najbliższych- przerywa jej stanowczo i ciągnie żonę do wyjścia.
Jego wzrok po drodze napotyka piorunujące spojrzenie Sophie..
Ona wie.
Delikatnie wyprowadza dziewczynę z mieszkania i prowadzi do samochodu.
Przez całą drogę do ich mieszkania w samochodzie panuje cisza, a w jego głowie wojna.
Nie wie kiedy wszystko się tak skomplikowało.
Darcy pociągała go już od dawna, od samego początku, ale był zbyt zajęty obrażaniem jej by to zauważyć.
Parę dni temu dostał tego co chciał, mało obchodziło go to, że dziewczyna była upita i smutna, że parę razy powiedziała :" Tak bardzo cię kocham.. Harry" przez sen.
Teraz głęboko pod skórą.. naprawdę chce by się rozstali...
Małżeństwo z Melanie było.. inwestycją... Nigdy nie odczuł do niej większego uczucia niż pożądanie.
Podpisanie jakiegoś papieru i seks parę razy dziennie, kiedy tylko zachce, ale teraz? Teraz ona zapragnęła jakiegoś przeklętego dzieciaka.
Cała sytuacja bardziej skomplikowana już nie będzie.
Nie ma dobrego wyjścia z tej sytuacji, ponieważ:
a) Harry dowie się, że Zayn przeleciał mu dziewczynę zerwie z nią, przywali Malikowi.
b) Styles nie dowie się, że to Malik, zerwie kontakt z Darcy i złamie przy tym serce sobie i jej, ale za to Zayn nie straci przyjaciela.
c) Darcy i Styles zerwą, a Malik będzie mógł zacząć kręcić się obok Adams.
W nieprzerwanej ciszy wchodzą do mieszkania.
Nie pada ani jedno słowo.
Melanie jest zbyt bardzo wstrząśnięta sytuacją z Darcy, a Malik, po prostu nie ma ochoty na rozmowę.
Budzi go budzik.
Długo walczy by ponownie zasnąć, ale nie udaje się mu to.
Dopiero po chwili dostrzega, że jest sam.
Je śniadanie gdy ktoś dobija się do drzwi.
W pierwszej chwili ogarnia go strach na widok Harry'ego. Następnie zdziwienie.
 -Harry? Co ty tu robisz?- pyta, bo co innego ma zrobić?
 -Nie mogę tak już... Całą noc spacerowałem po Londynie i biłem się z myślami, ale jeżeli zaraz się z tobą nie napije to chyba zwariuję!- krzyczy i bez zaproszenia wchodzi do mieszkania.
Malik zamyka drzwi i wchodzi do salony.
Styles zdążył już wyjąć alkohol i rozłożyć się wygodnie na sofie.
 -Kocham ją- mówi znienacka Styles-Cholernie mocno.. Tak mocno, że każda sekunda bez niej boli.
 -W czym tkwi problem?
 -Ona.. zdradziła mnie.. nie było mnie tydzień, a ona mnie zdradziła!
Czyli jednak mu powiedziała, ale nie zdradziła, że to z nim się przespała.
 -Myślisz, że... jesteś w stanie jej wybaczyć?
 -Już to zrobiłem- odpowiada mu prosto i z butelki upija parę łyków.
 -To .. w czym tkwi problem?
 -Nie wiem, może po prostu jestem idiotom? Idiotom, który nie zasługuje na nią?- kolejne parę łyków
 -Nie rozumiem t...
 -Chyba wyjadę- przerywa szybko. Nawet nie miał zamiaru słuchać
 -Co?
 -Wyjadę z Londynu. Mam mieszkanie w Liverpoolu- nagle wstaje- To dobry pomysł, jestem już spakowany. Wyjadę jeszcze dzisiaj!
 -Co ty odpierdalasz?!- wydziera się Malik
 -Wyjeżdżam.
 -A Darcy?
 -Kocham ją, i na tym się kończy. Powiedziała mi, że mnie kocha. Wierzę jej, ale dotarło coś do mnie. Ja jestem powodem jej błędów. Spójrz tylko, odkąd pojawiłem się w jej życiu, ciągle ma jakieś problemy. A to z matką, a to z pracą, a teraz nigdy nie pijąca Darcy Adams upija się do stanu po którym nie pamięta nic. Lepiej będzie jak usunę się z jej życia.
 -Jesteś głupi, tyle ci powiem.
 -Może i tak, ale zrobię wszystko by ona była szczęśliwa, a ja... jestem czarną dziurą w jej życiu. Muszę zniknąć.
Nigdy w życiu nie stresował się tak bardzo.
Jak ma to powiedzieć, wyjaśnić.
No trudno, ciężką dłonią puka do drzwi.
Otwiera mu Trevor.
 -Chyba nie pora..
 -To ważne, nawet bardzo- przerywa mu i wręcz wprasza się do mieszkania, a następnie do pokoju Adams.
Przez następne parę chwil, umiera tysiąc razy. Mina blondynki łamie jego serce, a łzy dosypują tylko soli do ran.
Ta dziewczyna naprawdę kocha Harry'ego, a teraz cierpi, ponieważ on dla jej dobra postanowił wyjechać.
Życie to jedna wielka suka, która czerpie radość z naszego cierpienia.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności ( czyt. Komentarze i gwiazdki)


Rozdział 35

Miłość czasem rani ludzi. Nawet nie czasem, w większości przypadków to właśnie miłość kłóci dwoje ludzi.
Zazwyczaj nieodwzajemniona, albo toksyczna.
Jedna z tych dwóch rzeczy dotyczy właśnie jego.
Zakochany w dziewczynie oświadczył jej się będąc szczęśliwym. Niecałą minutę później, jego serce pękło na milion kawałków.
Kiedy wyznał, że ją kocha i chce spędzić z nią resztę życia, ona po prostu powiedziała, że nie jest gotowa i wybiegła z mieszkania.
Teraz po tygodniu w swoim rodzinnym mieście wraca do Londynu.
Nie zmieniło się nic, w skrzynce pojawiło się parę listów, na sekretarce jest ponad dwadzieścia wiadomości, ale są przez niego skasowane bez odczytywania.
Nie ma siły dać znać komuś, że wrócił.
Wie, że każdy będzie mu teraz przypominało małej dziewczynie, która złamała mu serce.
Wie również, że siedzenie w tych czterech ścianach, gdzie spędzili razem tyle wspólnych chwil go zabija.
Chwyta portfel, kurtkę i wychodzi.
Ląduje w jednym z swoich ulubionych klubów, przy barze zapijając smutki.
Nagle przysiada się do niego wysoki mężczyzna i przez  chwile wlepia w niego wzrok.
-Czyżby złamane serce?- pyta znienacka.
-Aż tak to widać?
-Nie, umiem po prostu odczytywać znaki.
-Jakie znaki?
-Kilkudniowy zarost, ubrania dobrane na szybko, brak jakiegokolwiek spojrzenia na inne kobiety, czyli nie jesteś tutaj po to by zaliczyć- zdobywa jego uwagę
-Dobra spostrzegawczość. To znaczy, że mnie obserwowałeś?
-Nie musiałem, rzucasz się w oczy..
-Dlaczego?
-Dzisiaj są tu same pary, lub single szukające kogoś.
-Ty jesteś?
-Singlem, ale nie szukam dziewczyny na siłę. Jestem tutaj, bo szukam mojej przyjaciółki.
-Może nie chce być znaleziona?
-Uwierz mi.. nie chce. Podobnie jak ty jej serce jest złamane i uważa, że wędrówka po klubach Londynu jej w tym pomoże. Nie mogę patrzeć na to jak jest jej źle, ponieważ obwinia się o wszystko, a to wina tego dupka, który ją zranił. Nie usłyszał nawet, że ona go kocha.
-Przykre, ale miłość jest do dupy. Miałem się nigdy nie zakochać, żyć pełnią życia, ale pojawiła się ona. Dziewczyna, która wywróciła mój świat do góry nogami, rozkochała do szaleństwa, a potem zraniła tak szybko i boleśnie.
-Nie mogę powiedzieć, że wiem co czujesz, ale może źle odczytałeś sytuację? Może zrozumiała coś po waszym rozstaniu, rozmawiałeś z nią od tamtego czasu?
-Nie, wróciłem dopiero do Londynu. Nie wiem czy mam w sobie tyle siły by spojrzeń na nią. Jest bardzo silną kobietą, pewnie nawet nie odczuła braku mnie w sowim życiu. Prawdopodobnie teraz siedzi przed laptopem i tworzy stronę swojej firmy, którą otwiera za parę dni.
-A skąd wiesz? Może leży teraz przykryta kołdrą po same uszy i wypłakuje się w ramiona przyjaciółki? Może martwi się o ciebie, bo nie odbierasz jej telefonów?
-Nie zadzwoniła ani razu. Ani pieprzonego razu prze ten tydzień!- uderza dłonią w stół.
-Może dlatego, że liczyła na twój telefon? Może to jednak ty powinieneś zadzwonić? Jeżeli ją kochasz, a wiem, że tak i jeżeli ona kocha ciebie, to też wiem, że tak, to wasz związek jest do uratowania. Nawet jeżeli tylko mała nitka nadziei, należy za nią chwycić i pomóc się rozwinąć.
-Skąd to wiesz? Kim ty jesteś?
-Może twoim aniołem stróżem? A może po prosty zwykłym przypadkowym facetem, który z tobą rozmawia? A teraz nie marnuj czasu i idź ratować siebie, póki nie jest za późno.
I nagle do niego dociera.
Rzuca pieniądze na blat i szybko opuszcza klub.
Jest już późno, dlatego dzwoni po taksówkę.
Mógłby pójść do niej jutro, kiedy ogarnie się, ale przez ten czas może stracić ten nagły przypływ odwagi.
Taksówka podjeżdża pod klub po paru minutach, a Styles dokładnie podaje adres dziewczyny.
Harry spogląda na zegarek. 22:31 był pewny, że jest o wiele później.
Płaci i wysiada tuż przed znaną mu kamieniczką.
Światło w jej pokoju jest zapalone, a przez okno dokładnie widzi Sophie siedzącą na parapecie.
Jego wzrok krzyżuje się ze spojrzeniem przyjaciółki.
Uśmiecha się lekko na jego widok, a potem odwraca się tyłem do okna.
Pokonuje schody zadziwiająco szybko, nawet jak na niego.
Ale gdy ma już pukać do drzwi jego ręka się zawiesza.
Teraz nie jest już taki pewny swojej decyzji.. a co jeśli ona jednak nie chce go widzieć?
No trudno, nim zdąża się rozmyślić puka.
Mija chwila, a drzwi otwiera mu.. jego siostra?
Co jest grane?
-Harry? Co ty tu robisz?
-A ty?
-Długo szedłeś po tych schodach- w korytarzu pojawia się Sophie. Podchodzi do niego i mówi by wszedł- jest w swoim pokoju. Chodź Mel do nas, do salony- ciągnie jego siostrę.
Drżącymi dłońmi naciska klamkę i drzwi ustępują.
Na widok dziewczyny zamiera, a w jego klatce piersiowej rodzi się ból.
Leży na łóżku i jest odwrócona w stronę okna.
-Zapomniałaś czegoś?- słyszy cichy i zachrypnięty głos Darcy.
To znaczy, że płakała, a ona przecież nigdy nie płacze.
Uścisk w klatce piersiowej wzmaga się.
-Zapomniałem, że nie potrafię funkcjonować bez ciebie- odpowiada cicho, ale ona doskonale go słyszy.
Szybko odwraca się w jego stronę rozszerzając oczy ze zdziwienia.
Dłoniom szybko poprawia włosy i wyciera łzy z policzków.
Nie jest pewna, czy on jest tutaj naprawdę czy tylko jej się zdaje.
-Harry ja..- zaczyna po paru chwila, dalej nie do końca pewna czy nie śni.
-Ci..- dwoma dużymi krokami znajduje się przy niej na łóżku- To ja tak bardzo cię przepraszam. Zachowałem się jak dupek i..
-Harry ja...- dolna warga zaczyna jej drżeć-... muszę ci coś powiedzieć.
-Ale ja muszę powiedzieć coś pierwszy. Kocham cię, bardzo mocno. Nie wiem kiedy i jak to się stało, ale tak jest. Te parę dni... było strasznie. Próbowałem o tobie zapomnieć, na wszystkie sposoby i kiedy już pozornie mi się udawało i myślałem o czymś innym, jednak byłaś gdzieś z tyłu mojej głowy. Wiem, że nie jesteś gotowa na małżeństwo, wiem, że pewni nawet nie odwzajemniasz moich uczuć, ale wiem też, że nie jestem ci obojętny. Chce mieć przy sobie, zawsze i wszędzie i... Poczekam na ciebie. Choćbym miał i czekać wieczność poczekam, ponieważ jesteś tego warta- mówi niemal na jednym wdechu.
Jest zadowolony, że w końcu powiedział wszystko, co tak tłumił od tygodni.
-Kocham cię- szepcze w odpowiedzi- Kocham cię- powtarza trochę pewniej.
Te dwa słowa dudnią mu w głowie. Kocha go. Ona go kocha, a prawie ją stracił.
Chwyta jąka ramiona i pomaga jej wstać. Już po chwili tkwi w jego ramionach i uścisku radości.
-Tak bardzo chcę cię pocałować- szepcze jej do ucha.
Ale kiedy ich usta mają już się spotkać Darcy zamiera.
-Muszę ci coś ważnego...- całus- ...powiedzieć.
-Koniecznie teraz?- mruczy przy jej ustach
-Tak, to ważne...
Skutecznie rozpraszającą usta chłopaka wędrujące po jej szyi.
-Nie poczeka do jutra?- mruczy gdzieś przy jej skórze
-Ja... Ja...
Nic więcej nie mówi, po prostu zaczyna cicho płakać.
Styles odskakuje od niej nie mający pojęcia co się stało.
-Nigd-dy mi tego nie wyb-baczysz... Harry... ja byłam p-p-ijana i tak bardzo za tobą tęskniłam i parę d-dni temu...
Wyjękuje to zdanie z ogromnym bólem, a Harry mimo wszystko wie do czego zmierza, nie może w to po prostu uwierzyć.
-Tak b-bardzo tego żałuję.
Zaczyna drżeć i  głośno łapać powietrze.
-Ja... O mój Boże co ja zrobiłam?!- szarpie za swoje włosy, ciągle walczy z oddechem- Nigdy mi tego nie wybaczysz!
Zupełnie nad sobą nie panując ciągnie za swoje włosy coraz bardziej. Nie może oddychać, dlatego traci równowagę i upada na podłogę.
Chwyta swoje łydki i przyciąga kolana do brody.
Styles automatycznie rzuca się do dziewczyny. W tym samym momencie otwierają się drzwi, a w nich Trevor oraz Sophie.
Kiedy zauważają Adams na podłodze reagują błyskawicznie.
Za nimi pojawiają się jego siostra i jej mąż.
-Sophie, ona ma atak!- wrzeszczy Trevor, kiedy jego dziewczyna szuka czegoś po szufladach.
Brad blondynki odpycha Stylesa i rzuca się do siostry, która robi się już powoli sina.
-Darcy... Cicho..- kołysze ją powoli- Proszę cię uspokój się.- Proszę cię, nie rób tego- przytula siostrę.
Sophie z czymś dłoni podbiega do rodzeństwa.
To inhalator.
Jeden wdech- nic
Drugi wdech- nic
Trzeci wdech i powoli odzyskuje normalny oddech.
-Nie strasz mnie tak więcej- z całej siły przytula siostrę.
-Harr-ry- szepcze cicho- Wybacz mi proszę.
-Ja muszę... Muszę wyjść- odpowiada pośpiesznie Styles.
Nim wszyscy zdążą się zorientować jego już nie ma.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności ( czyt. Komentarze i gwiazdki)


-Kate_0188



Rozdział 34

Co ona najlepszego zrobiła?
Jak to mogło się w ogóle wydarzyć?!
Spałaby o wiele dłużej, ale pierwsze promienie wiosennego słońca zaświeciły jej wprost w oczy.
Kiedy zauważa całkiem nieznane jej pomieszczenie nie ma pojęcia gdzie się znajduje.
Z drugiej strony ogromnego łóżka leży jakiś mężczyzna.
Czy ona przespała się z jakimś gościem w klubie?!
O kurwa kurwa kurwa!
Lekko podnosi pościel i żadną niespodzianką jest zupełny brak ubrań.
Kiedy siada poznaje postać.
Przecież to pieprzony Zayn Malik, który ma żonę oraz jest najlepszym przyjacielem jej chłopaka.
Chodź w sumie chyba jednak byłego chłopaka.
Przecież Harry jej nigdy tego nie wybaczy.. Ba! Ona sama sobie tego nie wybaczy.
Cicho wstaje z łóżka, ale nigdzie nie widzi swoich ubrań.
Zamyka za sobą drzwi i dostrzega sukienkę na podłodze.
Ubrana wybiega z mieszkania .
Stąd do mieszkania jej i Spohie jest parę kilometrów.
~*~
Jest już ciemno, kiedy zmęczona wchodzi do swojego mieszkania.
Długa droga z centrum zajęła jej cały dzień.
To był długi czas na przemyślenie wszystkiego.
Poczucie winy sięga zenitu, kiedy w salonie spotyka wszystkich.
Najpierw rzuca się w ramiona Sophie, a raczej na odwrót. Tuż po niej Trevor ściska ją i dziękuje Bogu, że wróciła cała i zdrowa.
Matka idzie w ślady syna, a Melanie nie chce jej wypuścić.
Kidy spogląda w radosne oczy dziewczyny dopada ją sumienia.
Przespała się z jej mężem, zdradziła jej brata podczas kiedy ona zamartwiała się o nią.
Jest jeszcze jedna osoba na która nią ma odwagi nawet spojrzeć.
-Dopiero pół godziny temu wróciłaś, ale ja muszę zapytać... Martwię się o Harry'ego, wiesz może gdzie on jest?- pyta nieśmiało Melanie.
Kolejna tama pęka.
Blondynka wstaje z kanapy, grzecznie przeprasza wszystkich i biegnie do swojego pokoju.
-Na nas chyba już czas- Odzywa się nieśmiało Trevor, ale Sophie tego nie słyszy, jest już pod drzwiami pokoju przyjaciółki.
Ma w tej chwili co zrobią ze sobą ich goście. Coś się stało, coś poważnego, ponieważ Darcy.. ona nigdy nie zachowuje się w ten sposób.
Siada na łóżku, obok płaczącej przyjaciółki.
Kolejna rzadka rzecz y Adams- łzy.
Kiedy tylko Sophie przytula dziewczynę  ona wybucha głośnym i niekontrolowanym płaczem.
-Musiało stać się coś poważnego.. Ona nie płacze..- szepcze Trevor- Jeżeli to on coś jej zrobił, zabije go po prostu...- dodaje cicho warcząc.
Kolejny szloch tłumiony przez drzwi.
Malik wie, że to przez niego. Gdyby powstrzymał swoje egoistyczne zapędy... Gdyby powiedział Harry'emu by poczekał z tymi oświadczynami, pewnie dalej byli by szczęśliwi jak przez ostatnie miesiące.
Świadomie zniszczył jedyny prawdziwy związek swojego przyjaciela, i zamiast czuć gorycz jakaś jego część woli by cierpieli, ale osobno.
-Chyba powinniśmy wyjść- proponuje
-Idźcie, ja jej nie zostawię w takim stanie- od razu odpowiada Adams.
Po chwili mieszkanie jest już niemal puste, a Trevor sprząta by następnie położyć się w pokoju o Sophii.
Wie, że dziewczyna będzie spać u jego siostry.
Mocno tuląc płaczącą przyjaciółkę Sophie jest już pewna, że ta sytuacja nie będzie prostą do rozwiązania.
Przez te wszystkie miesiące odkąd Darcy poznała Harry'ego zaczęła się zmieniać, w końcu otworzyła swoje serce dla kogoś, pokochała go szczerą i niewinną pierwszą miłością w jej życiu. Na sam jego widok promieniała i uśmiechała się. Samo wspomnienie jego osoby lub wymówienie jego imienia przyśpieszało bicie jej  serca.
Przez tyle lat znajomości nigdy nie widziała jej takiej szczęśliwej.
Nigdy się nie kłócili, zawsze któreś szło na kompromis.
Ale parę dni temu coś się stało, coś poważnego..
Ale Sophie w głębi duszy wie, że Adams musiała zrobić coś głupiego. Gdy tylko zobaczyła dzisiaj Malika zamarła, a gdy w końcu odezwał się bariera pękła i rozpłakała się.
Marin ma przeczucie, że jego osoba zawiniła w tej sytuacji dużo.
Boi się tylko, ze stało się to co najgorsze, że Malik dopiął swego i zaciągnął Darcy do łóżka.
Napięcie między tą dwójką było widoczne jak na dłoni. Może nie dla wszystkich, ale ona jest osobą bardzo spostrzegawczą.
Na początku nie mogli przebywać w swoim towarzystwie, Malik obrażał Darcy, a ta nie pozostawała mu dłużna.
Ale po paru tygodniach sytuacja się zmieniła, Zayn zaczął... nawet nie wie jak to wytłumaczyć. On po prostu przestał być dupkiem.
Nie wie co zaszło w pokoju jej przyjaciółki przed ślubem, ale może się tylko domyślać. Po paru chwilach doszedł dźwięk tłuczonego szkła, a po chwili Malik wybiegł z ich mieszkania niczym poparzony.
Następnie wszystko toczyło się w przyśpieszonym tempie. W jednym momencie z osób się niecierpiących stali się dobrymi przyjaciółmi.
A teraz stało się to.
Sophie wie, że teraz wszystko ulegnie diametralnej zmianie, niekoniecznie na gorsze.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Zasada: Szybkość dodania rozdziału zależy od waszej aktywności ( czyt. Komentarze i gwiazdki)

Hashtag: #LNTPolska
-Kate_0188